Postaw przed sobą jeszcze większe
wyzwania niż te, którym próbujesz sprostać, a rozwiniesz zdolności konieczne do
pokonania prawdziwych trudności.
William Bennett
Kamose siedział na
piasku, opierając się plecami o nieduży kamień. Mocniej opatulił się bluzą,
ponieważ noc była wyjątkowo chłodna. Żałował, że nie wziął z namiotu kurtki,
wtedy pewnie byłoby cieplej, jednakże nie chciało mu się już wracać. Musiałby
znów przejść przez obóz, słuchać chrapania dobiegającego z niektórych namiotów czy
urywane fragmenty rozmowy Egipcjan pomagających archeologom. Idąc tutaj,
zatrzymał się, by podsłuchać temat konwersacji i być może dowiedzieć się czegoś
na temat Elleshara, lecz rozmawiali w swoim ojczystym języku i mężczyzna nic z
tego nie rozumiał.
Tutaj, z dala od obozu, w
końcu mógł zaznać trochę spokoju i samotności, by wszystko przemyśleć oraz
poukładać w głowie. Miał wrażenie, że odkąd dowiedział się więcej niż powinien,
członkowie ekspedycji dziwnie na niego patrzyli, obserwowali dokładnie każdy ruch
mężczyzny. Kamose nie miał pojęcia, czego się po nim spodziewali, ale ani
trochę mu się to nie podobało, bo przez to nie mógł nawet rozpocząć śledztwa.
Także Lucy wykazywała większe zainteresowanie jego osobą, a najdziwniejsze było
to, że nie wypowiedziała ani jednego uszczypliwego i karcącego słowa, gdy
przyłapała go na paleniu. A to w ciągu miesiąca nigdy się nie zdarzyło.
Westchnął przeciągle i
wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Otworzył ją z nadzieją, że ostatnim razem
się pomylił, ale nic takiego się nie stało. Zostały dwa. Przez chwilę
zastanawiał się, czy zostawić je na później, jednakże nałóg wygrał. Zapalił i
zaciągnął się głęboko, mając nadzieję, że może to pozwoli mu jakoś poukładać
myśli i opracować dalszy plan działania. Numerem jeden byłoby, oczywiście,
zdobycie kolejnego pudełka papierosów.
Wypuszczając dym z ust,
spojrzał na niebo. Z dala od cywilizacji wyglądało pięknie, szczególnie w taką
bezchmurną noc. Niezliczone ilości gwiazd jasno świeciły na granatowym
nieboskłonie. Towarzyszył im cienki, niemal niewidoczny sierp księżyca. Takie miejsce byłoby idealne na randkę,
pomyślał Kamose. Do tego jeszcze
przekąski, alkohol i dziewczyna już się nie wywinie.
– Trzeba było zostać
astronautą – dodał, strzepując popiół na piasek. – Z dala od Ziemi nie
musiałbym się przejmować tajemnicami i niedopowiedzeniami. I zawsze fajnie
byłoby postawić stopę na księżycu. A teraz dostaję na głowę, bo gadam sam ze
sobą.
– Niektórzy mówią, że nie
ma w tym nic złego – rozległ się czyjś żeński głos.
Kamose od razu zerwał się
na równe nogi, jednakże w ciemnościach widział jedynie niewyraźny zarys postaci.
W myślach przeklinał księżyc, który akurat teraz musiał być taki cienki, że
niemal nie dawał światła. Dlaczego nie
mogło być dzisiaj pełni?, prychnął w duchu. Jednakże wiedział, że nowo
przybyła nie przyjechała z archeologami, ponieważ wyraźnie wyłapał obcy akcent.
Każde słowo wypowiadała wolno i dokładnie, w większości akcentując je w zły
sposób. A w obozie nie było żadnej Egipcjanki, kilka kobiet, zaangażowanych w
badania, pochodziło z Europy.
Po chwili nieznajoma
zapaliła lampę, którą musiała zabrać ze sobą, i dopiero wtedy mężczyzna mógł
przyjrzeć się jej dokładniej. W nikłym świetle nie potrafił oszacować wieku,
ale nie dałby jej więcej niż dwadzieścia parę lat. Miała na sobie ciemną,
sięgającą kolan tunikę z długim rękawem oraz nieco przykrótkie spodnie w tym
samym kolorze. Na głowę zarzuciła chustę, która dodatkowo zasłaniała połowę twarzy.
Na widok sandałów sam zadrżał z zimna, zastanawiając się, czy ona nie marzła.
Kamose patrzył na nią z
lekko otwartymi ustami, nie wiedząc, co miałby zrobić. Czy kontynuować temat
mówienia do siebie, który był dla niego bardzo zawstydzający i wolałby o nim
raz na zawsze zapomnieć, czy może zacząć jakiś inny? Tylko jaki? Nigdy nie miał
problemów z rozmowami z dziewczynami, ale teraz wszystko wydawało się zbyt
banalne i nie na miejscu, szczególnie że Egipcjanki bardzo różniły się od
Brytyjek. To nie była żadna z jego koleżanek z Cambridge, z którą mógłby omówić
najnowsze wydarzenia lub wymienić najgorętsze plotki.
A może to ona powinna coś powiedzieć? Szybko jednak wyrzucił tę myśl z głowy, ponieważ
wyraziła już swoją opinię i najwyraźniej czekała na jego reakcję. Przynajmniej
tak zinterpretował jej milczenie.
– My się chyba nie znamy –
rzekł, od razu zdając sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało. Oczywiście, że
jej nie znał, zapamiętałby kogoś takiego.
– Nie, jestem Sahirah –
przedstawiła się, jednakże swoje imię wypowiedziała w taki sposób, że mężczyzna
nawet gdyby chciał, nie potrafiłby go powtórzyć.
– Kamose.
– Wiem, babcia powiedziała
mi, jak masz na imię i gdzie cię znajdę. – Widząc zdziwiony wyraz twarzy
rozmówcy, dodała: – Spotkałeś ją wczoraj.
–Więc ta… – Wariatka? Jednooka starucha, która wszystko
postawiła na głowie? – Ta staruszka w barze była… to znaczy jest twoją
babcią – rzekł, wybierając najlepszy wariant, by nie urazić dziewczyny.
Sahirah na potwierdzenie
skinęła głową, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
– Tak, przysłała mnie
tutaj, bym z tobą porozmawiała. Wyjawiła ci prawdę.
– A sama nie mogła
przyjść? – odparł Kamose, nie kryjąc sarkazmu w głosie. – Czekaj, a skąd ona w
ogóle wiedziała, że tu będę? W końcu w nocy się śpi, a nie wybiera na
przechadzki. Mogła mnie zaczepić za dnia i tak nigdy nie ruszam się z obozu –
wyżalił się, zanim zdołał ugryźć się w język.
– Babcia nie widzi na tyle
dobrze, by chodzić po nocach – wyjaśniła spokojnie Sahirah. – I ona często… wie
pewne rzeczy – dodała po chwili wahania. Kamose był ciekaw, czy zastanawiała
się nad tym, co powiedzieć, aby nie wyjawić za dużo, czy po prosty nie
potrafiła znaleźć odpowiednich słów w obcym języku. – Nie pomyliła się, jesteś
tutaj. A co do pory, to uznała, że za dnia inni nie pozwolą ci się z nami
zobaczyć, ponoć już dowiedziałeś się za dużo.
Zdawało się, że staruszce brakuje piątej klepki, przemknęło przez myśl mężczyźnie. Chociaż niewiele
brakowało, a powiedziałby to na głos. Dziękował w duchu, że jednak udało mu się
powstrzymać Nie rozumiał, dlaczego nieznajoma nie mogła mieć jakiejś normalnej
babci, by nie musiał na każdym kroku uważać na to, co mówi. Już chciał zapytać,
co dziewczyna miała mu przekazać, lecz uznał, że jeszcze jedna kwestia go
intryguje.
– To trochę dziwne, że
akurat wy chcecie ze mną rozmawiać. Chyba jako jedyne w tej dziu… miasteczku –
poprawił się szybko, licząc, że Sahirah nie zorientuje się, co chciał
powiedzieć – znacie angielski. By dogadać się z innymi potrzebowaliśmy tłumaczy
albo musieliśmy zdać się na język migowy.
– Babcia miała rację, że
Brytyjczycy są nieufni.
– A nie pomyślała, że
mógłbym być Amerykaninem, Kanadyjczykiem czy Australijczykiem? Tam też mówią po
angielsku. Zresztą w Europie to popularny język – prychnął Kamose, mając
powoli dość tego, że nieznajoma zdawała się niemal wszystko o nim wiedzieć.
– Czyli babcia się nie
myliła – stwierdziła, uśmiechając się pogodnie.
W innych okolicznościach
Kamose uznałby ten uśmiech za śliczny czy czarujący, ale teraz jedynie go
denerwował. Postanowił zapalić, by w ten sposób jakoś ochłonąć, lecz wtedy
zorientował się, że został mu przecież jeden papieros. Rodzice wychowali go na
kulturalnego człowieka, dlatego niechętnie wyciągnął paczkę w stronę Sahirah,
będąc w stanie zrezygnować z ostatniego. Jednakże ku jego zadowoleniu odmówiła,
kręcąc głową, wobec tego sam sobie nie żałował. Postanowił o przyzwoitej porze
spróbować wysępić kilka sztuk od Billa.
– Babcia uczyła mnie
angielskiego – odpowiedziała na wcześniejsze pytanie Sahirah. – Uznała, że w
ten sposób łatwiej będzie nam się porozumieć z obcymi z Europy. I miała rację –
zakończyła, kładąc duży nacisk na ostatnie zdanie. Jednakże przy jej akcencie i
tak zabrzmiało to śmiesznie. – A skoro masz problem, by dogadać się z
miejscowymi, to trzeba było uczyć się arabskiego.
– Łatwo powiedzieć –
mruknął pod nosem Kamose.
Sahirah albo nie
usłyszała, albo nie zrozumiała cicho wypowiedzianego zdania, ponieważ tego nie
skomentowała. Mężczyzna uznał, że drugi wariant był bardziej prawdopodobny. Na
szczęście nie musiał słuchać jej kolejnych przemądrzałych komentarzy ani
powtarzanej w kółko frazy o tym, że babcia jak zawsze miała rację.
– To co z tą wiadomością?
– zapytał, z nadzieją, że powie, co ma do powiedzenia i wróci do domu.
– Masz powstrzymać
archeologów przed dalszą penetracją grobowca.
Kamose nie potrafił się
już dłużej powstrzymywać. Wybuchnął śmiechem, nie przejmując się nawet, że przy
tym zakrztusił się dymem papierosowym. Po jednookiej staruszce mógł spodziewać
się wiele, ale to przeszło wszelkie granice.
– Twoja babcia chyba
faktycznie ma coś z głową – prychnął, ignorując fakt, że tym komentarzem
sprawił przykrość Sahirah. – Mam przykuć się do wejścia piramidy i nie wpuścić
ich do środka? Za kogo ona mnie ma?
– Jak widać nie poznała
twojego prawdziwego oblicza, skoro pokładała w tobie jakiekolwiek nadzieje! –
zawołała wzburzona dziewczyna, zanim Kamose zdążył dokończyć myśl. Ręka, w
której trzymała lampę, zaczęła drżeć. Drugą dłoń zacisnęła w pięść, wbijając
paznokcie w skórę. Mężczyzna przypuszczał, że gdyby było jasno, dostrzegłby
gniew płonący w jej oczach.
– Przepraszam, nie
chciałem – próbował naprawić sytuację.
Było już jednak za późno.
Sahirah odwróciła się na pięcie i oddaliła pospiesznie. W pierwszej chwili
Kamose chciał podążyć za nią, ale po krótkim namyśle zrezygnował. Nie znał
terenu tak dobrze jak ona i bieganie w ciemnościach na pewno nie skończyłoby
się najlepiej. Jak nic przewróciłby się i złamał nogę lub rękę. Miał tylko
nadzieję, że dziewczyna bezpiecznie wróci do domu, bo o wszelkie nieszczęścia
mógłby obwiniać siebie.
Patrzył w stronę
oddalającego się światełka, licząc, że może Sahirah postanowi wrócić. Jednakże
nic takiego nie nastąpiło. Uznał, że musiał ją dotkliwie zranić. Co więcej,
przez jego własną głupotę dziewczyna nie powiedziała Kamose całej prawdy. Przeklął głośno, wiedząc,
że winić może za to jedynie samego siebie.
– Cholera! – krzyknął po
chwili.
Był tak przejęty
dziewczyną, że zapomniał o papierosie, który spalił się, gdy mężczyzna trzymał
go w ręce, lekko parząc mu palce. Wyrzucił to, co z niego zostało na piasek i
przydepnął. To chyba jakaś wyjątkowo
pechowa noc, pomyślał, postanawiając wrócić do obozu. Jednakże wątpił, by
udało mu się zasnąć.
~ * ~
Mijał kolejny dzień,
którego Kamose nie mógł zaliczyć do udanych. W ogólnym zarysie nie różnił się
niczym od trzydziestu kilku poprzednich, ale przez wydarzenia rozgrywające się
poprzedniej nocy czuł się jeszcze gorzej. Po śniadaniu nawet udał się do
miasteczka z zamiarem odszukania dziewczyny czy jej babci, by poznać całą
prawdę, ale po godzinie błądzenia między uliczkami, dał za wygraną, uznając, że
ten pomysł był głupi i nietrafiony. Nie dość, że nie miał pojęcia, w jakiej
części szukać, to mógł jedynie liczyć, że któraś z kobiet wyjdzie przed dom
albo przypadkiem na niego wpadnie. Nie mógł też nikogo zapytać, ponieważ nie
znał arabskiego, ponadto mieszkańcy nie patrzyli na niego przyjaźnie i
spojrzeniem próbowali dać mężczyźnie do zrozumienia, że nie był mile widziany.
Tak przynajmniej to interpretował.
Jakby jeszcze było mało
nieprzyjemności, tego dnia ekipa badająca piramidy postanowiła wydłużyć dzień
pracy i reszta musiała czekać na nich z kolacją. Kamose miał nadzieję, że
wiązało się to z jakimś pierwszym odkryciem, a nie kontuzją wielbłąda czy
zgubieniem jednego z archeologów we wnętrzu grobowca. Po chwili namysłu doszedł
do wniosku, że w którymś z tych dwóch przypadków, Lucy lub ktoś inny, gdyby to
szefowej zdarzył się wypadek, na pewno poinformowałaby ich o tym.
Kamose miał już powoli
dość nudnego czekania. Postanowił udać się do swojego namiotu i tam poczekać na
powrót reszty, szczególnie że tym razem Andrew udał się z Lucy i nie miał z kim
porozmawiać. Już chciał wstać, gdy został zagadany przez Jacka:
– Mogliby się pospieszyć,
nie?
Kamose w odpowiedzi
jedynie skinął głową. Nigdy nie rozmawiał z mężczyzną, do tej pory wymieniali
jedynie krótkie dzień dobry czy inne tego typu uprzejmości. Ten stan rzeczy
brał się głównie z tego, że Jack niemal zawsze towarzyszył Lucy, jedynie kilka
razy został w obozie.
Kamose był ciekaw, czy on
także wiedział o tym, co naprawdę się tutaj działo. Pewnie tak, zadumał. Inaczej
nie trzymałby się tak blisko Lucy. W tamtym momencie przyszło mu na myśl
kilka teorii spiskowych. Bo czyż mógł mieć pewność, że Jack nie został w
obozie, by mieć na niego oko? Nawet teraz mógł zacząć rozmowę z zamiarem
odkrycia tego, czego do tej pory się dowiedział. Kto wie, czy nie wiedzieli już
o spotkaniu z Sahirah i próbie odszukania dziewczyny? Ostatecznie starał się
wyrzucić te podejrzenia z głowy, przecież wszystko nie mogło kręcić się wokół
niego. Teoretycznie.
– Dzisiaj jest chyba jakiś
pechowy dzień – stwierdził Kamose.
Jack zgodził się z nim, po
czym zaproponował papierosa.
– Dzięki – powiedział, nie
kryjąc wdzięczności w głosie. Nawet przez pół sekundy nie pomyślał, że to
podejrzane, gdyż Lucy kategorycznie zabroniła palenia w miejscu przeznaczonym
na spożywanie posiłków. Od tej reguły nie było wyjątków. – Tego mi dzisiaj
brakowało.
Ledwo zdołali zapalić, a w
obozie dało się słyszeć charakterystyczne hałasy związane z powrotem ekipy
badającej piramidy. Kilkanaście minut później dostrzegli zbliżającą się w ich
stronę Lucy, wraz z nią szedł Andrew, Louis oraz Egipcjanin o dziwnym imieniu,
którego Kamose nie potrafił powtórzyć.
Szefowa górowała nad
towarzyszącymi jej mężczyznami. Miała niemal metr dziewięćdziesiąt wzrostu,
przez co Kamose w jej obecności czuł się jak karzełek. Blond włosy spięła w kok
i ukryła pod kowbojskim kapeluszem, z którym niemal się nie rozstawała,
jednakże kilka kosmyków opadało na opaloną twarz kobiety. Wyglądała na zadowoloną,
co rzadko się zdarzało, ponieważ uśmiechała się od ucha do ucha, prezentując
niezbyt równe, ale za to białe zęby.
– Znaleźliśmy pierwsze
symbole, Jack! – zawołała z entuzjazmem. Dopiero po chwili zorientowała się, że
archeolog nie był sam. Uśmiech na moment zniknął z twarzy Lucy, jednakże szybko
się opanowała. Chociaż tym razem już z daleka gest wyglądał na wymuszony. – Jak
minął dzień, Kamose? – zagadnęła, na co Andrew z rezygnacją pokręcił głową.
– Nieźle – skłamał Kamose,
teatralnym gestem strzepując popiół do popielniczki. Kątem oka obserwował, jak
Lucy na to zareaguje. Ku jego olbrzymiemu zdziwieniu nie wypowiedziała ani
słowa. – Wiadomo, co oznaczają te symbole? – zapytał, z satysfakcją obserwując
zakłopotanie pojawiające się na twarzy szefowej.
– Nie do końca –
powiedziała powoli, ostrożnie dobierając słowa. – Będziemy dopiero nad tym
pracować. Jednakże wiemy, że Elleshar nie mógł żyć wcześniej niż za panowania
Totmesa III, chociaż początkowo datowaliśmy okres rządów królowej Hatszepsut –
wyjaśniła, ponownie przywołując na twarz sztuczny uśmiech.
Kamose słuchał Lucy, ale
na nią nie patrzył. Bardziej przyciągnął jego uwagę Egipcjanin towarzyszący
szefowej. Na jego twarzy malował się gniew, a oczy niezdrowo błyszczały. Bez
trudu wywnioskował, że archeolog nie był zadowolony z tego, że kobieta
cokolwiek powiedziała.
– Przynajmniej będziesz
miał coś do robienia, Jack. To właśnie Jack w naszej grupie zajmuje się
odszyfrowywaniem znaczenia symboli – wyjaśniła, jednak Kamose już od dawna o
tym wiedział. To akurat Andrew mu powiedział. – A jeśli o tym mowa, nie
chciałbyś się jutro wybrać do miasta po zaopatrzenie?
– Ja? – zapytał z
niedowierzaniem młody mężczyzna po dłuższej chwili milczenia. Co prawda, gdy to
mówiła, Lucy patrzyła na niego, ale nie mógł uwierzyć, że rzeczywiście mu to
zaproponowała.
– Jack zawsze jeździł, ale
w tych okolicznościach go nie puszczę. Więc jak, Kamose?
Uśmiech nie znikał z
twarzy szefowej, ale jej spojrzenie było czujne i mówiło coś zupełnie innego.
Nie mógł odmówić, bo zabrzmiałoby to dziwnie, szczególnie że ostatnim razem sam
prosił ją, by pozwoliła mu jechać. Zastanawiał się jednak, dlaczego teraz Lucy
zmieniła nastawienie. Czyżby chciała się go pozbyć? A może w ten sposób miała
zamiar pokazać, że coś jednak znaczył i tym samym odsunąć go od badania symboli
czy piramid, zlecając inne obowiązki?
– Jasne, pojadę –
zapewnił. Jeden dzień go przecież nie zbawi. Co więcej, będzie mógł uzupełnić
zapasy papierosów.
~ * ~
Gdy po kolacji Kamose
wracał do namiotu, miał jeszcze większy mętlik w głowie niż rano. Najbardziej
jednak nie podobało mu się to, że Egipcjanin o dziwacznym imieniu podczas
całego posiłku bacznie go obserwował. Zastanawiał się, czy archeolog byłby w
stanie go skrzywdzić, gdyby zaszła taka potrzeba, źle patrzyło mu z oczu, ale to
przecież jeszcze nic nie znaczyło. Próbował przestać o tym myśleć, ale nie
potrafił.
Co prawda zawsze mógłby
zadzwonić do ojca, by go stąd zabrał. Wystarczyłoby coś wymyślić, jakąś
przekonującą historyjkę i pan Haviland załatwiłby synowi bezpieczny powrót do
kraju. Jednakże to oznaczałoby, że się poddał, a do tego Kamose nie miał
zamiaru dopuścić, gdyż byłoby to sprzeczne z jego naturą. Postanowił, że dowie
się prawdy i tak też miał zamiar uczynić.
Wszedł do namiotu, mając
zamiar położyć się na kilka minut i obmyślić plan działania, ale dostrzegł
leżącą obok posłania karteczkę. Widząc znajdujące się na niej bazgroły, chciał
uznać to za nieśmieszny żart jednego z archeologów. Już chciał zgnieść papier i
wyrzucić, ale wtedy rzuciło mu się w oczy jedno słowo.
Następne kilkanaście minut
spędził na rozszyfrowywaniu koślawego pisma i przeklinaniu w duchu jednookiej
staruchy. Może i potrafiła nauczyć wnuczkę mówić po angielsku, ale na temat
pisania nie był w stanie powiedzieć tego samego, szczególnie że wszystkie literki
„i” zostały napisane po arabsku.
Ostatecznie udało się
Kamose przeczytać wiadomość: Mimo
wszystko babcia nadal chce, byś poznał prawdę na temat berła Elleshara. Woli
porozmawiać z tobą osobiście. Nie może przyjść do obozu archeologów, dlatego
prosi, byś to ty odwiedził nas w ciągu najbliższych kilku dni. Na drugiej
stronie opisałam, jak najprościej dojść do naszego domu i jak odróżnisz go na
tle innych.
Mężczyzna odwrócił kartkę
i skrzywił się na widok kolejnych linijek bazgrołów. Miał nadzieję, że uda mu
się to poprawnie rozszyfrować i bez problemów dotrze do celu. Zabrał się do
pracy, żałując, że już jutro nie będzie w stanie odwiedzić kobiet.
~ * ~
Za tydzień rozdziału nie
będzie, ponieważ w niedzielę wyjeżdżam i wracam w kolejną. Nie będę mieć dostępu
do Internetu, dlatego też wszystkie zaległości nadrobię po powrocie.
Pierwsza <3 Nadrobię niedługo ;)
OdpowiedzUsuńCoś mi się wydaje, że Kamose został celowo wysłany po zaopatrzenie. Czyżby pozostali mieli do załatwienia jakieś brudne interesy? A może chcą zrobić coś o czym główny bohater wiedzieć nie powinien?
OdpowiedzUsuńWnuczka starszej pani wydaje się być interesującą postacią. Jak na razie praktycznie nic o niej nie wiadomo, jednak wydaje mi się, że trochę może namieszać w życiu Kamose.
Pozdrawiam i życzę weny.
Claudie
Oh, wybacz za zwłokę , ale oczy już mnie tak bolały wczoraj, że szok :(
OdpowiedzUsuńZa dużo siedzę przy kompie i drukuję xP
Ojj śmierdzi mi ta sprawa z Kamose, od razu się zorientowałam, że coś tu nie gra.... No to na temat wnuczki jednookiej kobiety, wiemy tyle, że koślawo pisze :D Mam nadzieję, że zdradzisz nam jej tajemnice, bo wydaje się być bardzo interesująca... :)
Weny zyczę ;*:*
Nie ufam tej Lucy. Coś mi tu nie gra... ona jakaś jest podejrzana z tym wysyłaniem Kamose po zaopatrzenie. Musi mieć ona w tym jakiś cel. no i dlaczego pozwala mu tak po prostu palić, skoro tego zabraniała? Niby błaha sprawa, a jednak ma jakąś przyczynę. No nic, może dowiemy się o co tak naprawdę chodziło w następnych rozdziałach.
OdpowiedzUsuńCo do Sahirah, podświadomie chcę aby Kamose się w niej zakochał :D Ja wszędzie dopatruję się romnsów :D No i jestem ciekawa, co ta jej babcia ma do przekazania Kamose. Bardzo mnie to wszystko intryguje. Ale muszę przyznać, że tak samo bym zareagowała, gdyby mi ktoś powiedział, że mam powstrzymać archeologów. Pozdrawiam serdecznie ;*
Też mam wrażenie, że Kamose celowo ma pojechać po zaopatrzenie. jestem niezmiernie ciekawa jak dalej poprowadzisz tą historię i co staruszka chce przekazać bohaterowi. Niezmiernie to wszystko podejrzane. Wydaje się, jakby niektórzy członkowie ekspedycji byli lepiej poinformowani od pozostałych. Zaczynam nabierać podejrzeń, że to berło to jakiś przedmiot o niezwykłej sile, który pozwoliłby zapanować nad światem i właśnie o to chodzi Egipcjaninowi fundującemu wyprawę ;P Ale to tylko takie moje spekulacje :p
OdpowiedzUsuńPozdrawiam gorąco,
maxie
Już Ci to mówiłam, ale naprawdę lubię Kamose, zawłaszcza za jego realność. Jest bohaterem w pełni rzeczywistym, a jego spotkanie z Sahirah było bardzo ciekawe. Dziewczyna jest tajemnicza, tak jak jej babcia, ale mam nadzieję, że dowiem się o kobietach i berle czegoś więcej, kiedy Kamose się spotka ze staruszką. Ta cała Lucy jest bardzo podejrzana. Wysłanie chłopaka po jedzenie i zachowanie Egipcjanina, to wszystko jest bardzo dziwne. A do tego wydaje się, że wszyscy wiedzą więcej niż młody mężczyzna. Oczywiście Kamose ma zamiar dowiedzieć się prawdy i bardzo dobrze, bo ja też jestem ciekawa o co tu chodzi.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Lucy dziwnie się zachowuje. Pozwala mu palić, wysyła po zaopatrzenie. Niby nic, ale jednak to wszystko jest podejrzane. Wszyscy wydają się coś ukrywać przed Kamose. Ciekawe, czego się dowie od tej jednookiej staruszki.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział i pozdrawiam.
Po pierwsze - śliczny szablon! Bardzo klimatyczny :)
OdpowiedzUsuńPo drugie, strasznie podoba mi się imię tej Egipcjanki, jest takie tajemnicze... ^^
Co do samego rozdziału to zaciekawiło mnie to nagłe spotkanie w nocy, było naprawdę ładnie opisane. W sumie trudno się dziwić Kamose, że zareagował śmiechem. Jestem jeszcze bardziej zaintrygowana postacią tej staruchy. Nie mogę się doczekać ich spotkania :)
Wśród archeologów rzeczywiście panuje jakaś dziwna atmosfera napięcia i nieufności. Co oni ukrywają?
Fajnie, że mogliśmy poznać szefową - ona również sprawia nieszczere wrażenie :P No i ten Egipcjanin... Mam nadzieję, że nie posunie się do rękoczynów czy coś xD
Pozdrawiam serdecznie ^^
Sahirah wydała mi się dość interesującą osobą, ale zapewne nie aż tak, jak jej babka. Mogę jedynie się domyślać, że jest to jakaś opiekunka piramidy, może kapłanka (bo takich lubili mieć przecież w Egipcie), która po swych przodkach odziedziczyła obowiązek obserwowania, co się dzieje z piramidą i w wypadku przybycia archeologów, czy kogoś, kto zechce wedrzeć się do środka, musi interweniować. O wiele łatwiej byłoby jej, gdyby sama była młodsza. Mogłaby może nawet zostać jedną z archeologów i robiłaby wtedy wszystko, aby prace nie poszły do przodu? Jedno jednak jest pewne. Jeśli ta kobieta tak bardzo pragnie zapobiec otwarciu grobowca, to naprawdę e jego wnętrzu muszą czaić się jakieś złe moce. Ciekawa jedynie jestem, co to takiego? ;) Może naprawdę zgubią tego całego Elleshara? Kto wie, wszystko jest możliwe ^^ Nie uważam, żeby staruszka była jedynie wariatką. Ona zapewne całe życie żyła ze strachem przed Ellesharem, więc jej gwałtowna reakcja wcale nie świadczy o jej szaleństwie. ;)
OdpowiedzUsuńMam nadieję, że w kolejnym rozdziale w końcu dowiemy się, co takiego skrywa grobowiec, że trzeba uniemożliwić jego otwarcie! ^^ Od razu widać, że sama Lucy chce go trzymać jak najdalej od badań, jakby sama wiedziała, że to, co jest w grobowcu jest tak niebezpieczne, jak uznała staruszka. Za to nie wiem, czy źle myśleć o tym Egipcjaninie. Może i patrzył wilkiem na Kamose, ale skąd wiemy, że nie jest on tak naprawdę po stronie starszej kobiety? Może jest wściekły, bo Kamose nic nie robi, mimo iż został poproszony o zatrzymanie wykopalisk? Może też być tak, że on wie, co jest w środku i pragnie otworzyć grobowiec, aby wypuścić te siły zła?
Witam i z miejsca zaznaczam, że komentarze ode mnie na temat prologu oraz rozdziału 1 znajdziesz pod notkami :)
OdpowiedzUsuńA teraz szybciutko przechodzimy do treści i błędów, jakie udało mi się wyłapać! :D
"Tutaj, z dala od obozu, w końcu mógł zaznać trochę spokoju i samotności, by wszystko przemyśleć i poukładać w głowie." - powtórzenie 'i', proponuję to pierwsze zamienić na 'oraz' ;)
"A teraz dostaję na głowę, bo gadam sam ze sobą." - piąty raz czytam to zdanie, próbując doszukać się sensu, bo ciężko mi zrozumieć pierwszą część 'dostaję na głowę'.
Każde słowo wypowiadała wolno i dokładnie, w większości, akcentując je w zły sposób." - ten przecinek po 'większości' zbędny.
"Mogła mnie zaczepić za dnia i tak nigdy nie ruszam się z obozu – wyżalił się, zanim zdołał ugryźć się w język." - przed 'i' tym razem przecinka brakuje. Musi tam być pauza, bez niej zdanie wygląda nieco dziwnie.
"Zresztą, w Europie to popularny język" - na przyszłość: po 'zresztą' przecinka nie ma.
"W pierwszej chwili Kamose chciał podążyć za nią, ale po krótkim namyśle, zrezygnował." - przecinek po "namyśle" zbędny.
"Kamose miał nadzieję, że wiązało się to z jakimś pierwszym odkryciem a nie kontuzją wielbłąda czy zgubieniem jednego z archeologów we wnętrzu grobowca." - przed 'a' przecinek, nie jest to porównanie.
"okres rządów królowej Hatszepsut – wyśniła, ponownie przywołując na twarz sztuczny uśmiech." - literówka, 'wyjaśniła'.
"szczególnie że wszystkie literki „i” został napisane po arabsku." - literówka, 'zostały'.
Okej, jestem po lekturze już wszystkich rozdziałów i muszę powiedzieć, że z tą całą wyprawą to naprawdę dziwna sprawa. Niby organizują dla studencików wyjazd, a mimo to nie dopuszczają Kamose do niczego, patrzą na niego podejrzliwie i zerkają na ręce, jakby miał na nich plamy krwi po jakiejś zbrodni. To naprawdę dziwne zachowanie z ich strony, zwłaszcza że Lucy ma kilku kapusiów wśród uczestników. Jestem też ciekawa, czy ich zachowanie jest podobne w stosunku do jakiegoś innego uczestnika wyprawy, czy tylko Kamose objęli tak szczególną ;ochroną'.
Cóż, z rozdziału na rozdział rodzi się więcej pytań, toteż mam nadzieję, że jak wrócisz z wyprawy, to pojawi się nowy rozdział, który uchyli nieco rąbka tajemnicy z dwoma paniami i historią Elleshara.
W ogóle to mam pytanie - nie orientuję się za mocno w historii Egiptu, kojarzę tylko te najważniejsze postaci z tamtego okresu, więc jestem ciekawa, czy ten Elleshar występuje w historii Egiptu, czy go wymyśliłaś na potrzeby fabuły? :)
Pozdrawiam gorąco i do szybkiego napisania! :)
Chyba nie przypadkiem go wysłali... Może naprawdę chcieli się go pozbyć z obozu, by coś tam załatwić. Może coś wiedzą o starej Egipcjance i jej wnuczce. :) W ogóle to ciekawa jestem, czemu tej staruszce tak zależy na tym, by przerwać wykopaliska. Czyżby rzeczywiście wiązało się to z jakimś niebezpieczeństwem? Heh, starzy ludzie zazwyczaj mają rację w takich sprawach, więc może i tym razem jest coś na rzeczy... Kto tam wie. :) Pewnie więcej dowie się, jak tam pójdzie do ich domu. Ale i tak się zdziwiłam, że zamierza tam iść, a nie olewa tego, uznając za bezsensowną paplaninę jakiejś staruszki. :)
OdpowiedzUsuńA ja oczywiście ze spóźnieniem... Nie będę prosiła o wybaczenie, bo moje opóźnienia w komentowaniach są obecnie na porządku dziennym.
OdpowiedzUsuńOch ten Kamose... Nabawi się przez te palenie papierosów raka płuc lub innych choróbsk! :) Ja to nie lubię patrzeć, a nawet czytać, jak ludzie zatruwają się tym paskudztwem. Staram się siostrę odciągnąć od tego nałogu, lecz niestety na daremno.
I pojawiła się wnuczka staruszki, Sahirah. W ogóle to obrałam mylny punkt widzenia biorąc ją za tę staruszkę z Prologu. Musiałam być mocno rozkojarzona, myśląc, że ci kapłani mogą żyć wiecznie. Po pierwszej rozmowie z dziewczyną wiedziałam, że na tym się nie skończy^^ Wiedziałam, że jakoś znów kobieta się odezwie, by Kamose poznał prawdę o berle Elleshara. Widać, że Lucy coś ukrywa przed nim, że od razu zamilkła, gdy wspomniała o symbolach.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg! :)
I mam nadzieje, że wyjazd był udany i wypoczęłaś ;)
Dobra, nadrobiłam całość, już będę na bieżąco ^^.
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie czytało mi się rozdziały. Faktycznie chyba masz słabość do imion na K xDD. W każdym razie, główny bohater mnie zaciekawił, i na ten moment raczej budzi we mnie sympatię.
Zastanawia mnie też czas akcji tego opowiadania. Nijak nie potrafię go sprecyzować. Mam jednak wrażenie, że nie są to nasze czasy, może to jeszcze XX wiek? Cieszę się jednak, że akcja się dzieje w naszym świecie, i fajnie, że tym razem nie w Polsce.
Zastanawia mnie ta tajemnica Elleshara i tego grobowca. Mam wrażenie, że kryje się tam coś zagadkowego, może nawet niebezpiecznego, skoro ta staruszka zadaje sobie tyle trudu, by skontaktować się z Kamosem, ciekawe, czemu właśnie z nim, skoro i tak jest młody i nikt nie traktuje go poważnie?
Mam też dziwne wrażenie, że ta Lucy i inni ludzie z obozu wiedzą coś więcej, tylko uparcie spychają chłopaka na margines i z jakiegoś powodu nie chcą przy nim mówić o niczym ważnym.
Ogólnie mi się dobrze czytało, to dopiero drugi odcinek, a już pojawia się jakaś tajemnica, to fajnie, bo lubię różne zagadki, i jestem ciekawa, jak to się potoczy dalej.
Wgl widzę, że sporo szczególików masz, pewnie musiałaś robić jakiś research o tych egipskich realiach? Podziwiam, mi by się nie chciało ^^. To jest minus opowiadań autorskich - trzeba robić research :/.
W każdym razie, czekam na kolejny odcinek, i będę już się pojawiać regularnie :).